Jak tym muzułmanom tutaj w Anglii tak się nie podoba – mówi przerażony i wściekły znajomy z Londynu w dzień po zamachu w Manchester – skoro tak bardzo nas nienawidzą, to niech wypier…ają do tej swojej… niech wracają do tej… no do tej Muzułmanii!!!

No tak. Jesteśmy oburzeni. Przerażeni. Wstrząśnięci. Kolejny zamach, 22 ofiary chorej nienawiści, w tym polskie małżeństwo, blisko 60 poranionych osób w szpitalach; najpoważniejszy zamach terrorystyczny w Anglii od tragicznych wydarzeń w lipcu 2005 roku, gdy podczas wybuchów bomb w londyńskim metrze zginęły 52 osoby. Kilka lat temu także byłam z córką na koncercie tej samej Ariany, widziałam te wszystkie nastolatki wchodzące dopiero w życie, tak naprawdę jeszcze małe, bo dopiero 13-15-letnie dziewczynki, które ze łzami w oczach czekały, a potem cieszyły się na widok swojej idolki, tak bardzo marzyły o tym, żeby ją w końcu na żywo zobaczyć. Takie same dzieci były teraz tam, w Manchester, dla niektórych to był pierwszy i, jak się okazało, ostatni koncert w życiu. I serce mi pęka.

A z drugiej strony irytuje fakt, że tak mało wiemy, jeszcze mniej rozumiemy o tych, którzy nam zagrażają, którzy próbują Europę zastraszyć; wiemy, że za zamachami stoją ci źli, kiedyś Al-Kaida i bin Laden, dzisiaj to bardziej Isisy = uchodźcy= ciapaci, wrogowie cywilizacji i chrześcijaństwa, i trzeba ich tam z powrotem do tej Muzułmanii odesłać, albo, jak pisze ktoś w komentarzu na Facebooku, do Afryki, niech tam budują lepianki i wysadzają się wzajemnie (24.5.2017). I nie widzimy ani nie chcemy widzieć, że zamachu w Manchester i innych zbrodni w Europie dokonują w większości nie ludzie, którzy stamtąd przed chwilą przyjechali, nie uchodźcy, lecz zradykalizowani muzułmanie drugiego pokolenia, dziś pełnoprawni obywatele europejskich krajów. 22-letni zamachowiec z Manchester (nie warto go wymieniać z nazwiska) urodził się w Anglii; studiował biznes i zarządzanie na uniwersytecie Salford. Karany wcześniej za działalność przestępczą kierowca ciężarówki, który wjechał w przechodniów na moście w Westminster w marcu tego roku urodził się w Dartford w hrabstwie Kent w 1964 roku; pracował m.in. jako nauczyciel angielskiego w koledżu w Luton. Większość terrorystów, którzy detonowali bomby i strzelali do ludzi w Paryżu w listopadzie 2015 roku to młodzi mężczyźni urodzeni w Brukseli, Paryżu i innych francuskich miastach.

Kiedy znajomy Kurd pierwszy raz wylądował w Ameryce, całował ze szczęścia posadzkę przed lotniskiem Kennedy’ego w Nowym Jorku. Taki był szczęśliwy. Bo zostawił za sobą opresje tureckiej policji, częste zatrzymania, aresztowania, upokorzenia w tureckim areszcie, polewanie lodowatą wodą, wiele lat upokorzeń, represji i łez. I szczerze kochał wszystko co amerykańskie. Z wigorem rozpoczął naukę angielskiego, z entuzjazmem pracował na budowie po 14 godzin dziennie, nie narzekał, potem z równym zapałem zdobył licencję sprzedawcy nieruchomości i bił wszelkie rekordy sprzedaży domów wprawiając niejednego Amerykanina w osłupienie. Ożenił się, zmienił znienawidzone, narzucone przez turecki reżim nazwisko na swoje rodowe, kurdyjskie, z którego w końcu mógł być dumny i w ciągu niespełna 10 lat zrealizował swój American dream i kupił dom, z którego do dziś powiewa wielka, amerykańska flaga. I już co prawda nie całuje we łzach amerykańskiej ziemi, ale ceni sobie wszystko co amerykańskie, wolność,  możliwość zarabiania i normalnego życia.

I on, podobnie jak nasi europejscy uchodźcy, nie będzie się ubierał w bomby i gwoździe, nie będzie zabijał innych, bo nikt, kto ucieka przed wojną tej wojny ze sobą nie niesie; on zwyczajnie, po ludzku chce spokojnie żyć i ponad wszystko ceni sobie bezpieczeństwo i spokój.

Inaczej córka tureckich znajomych, urodzona już w Stanach, wychowana w turecko-arabskiej dzielnicy, w której z każdym rokiem narasta rozczarowanie i niechęć do wszystkiego, co amerykańskie. Bo dom mały i ciasny, bo koleżanki głupie i nie rozumieją, dlaczego z nieprzymuszonej woli przykrywa chustką włosy. Bo służba zdrowia kulawa, a szpitale drogie. Bo praca ciężka i mało płatna. Bo nie stać jej na urlop w drogich kurortach, a spokój ją nuży, pragnie przygody. Bo modlić się co prawda może w miejscu pracy, ale wszyscy jakoś krzywo patrzą; bo Trump pomarańczowy, a nie lubi kolorowych, a tym bardziej imigrantów z takich krajów, z których przyjechali jej rodzicie. A Turcja, z drugiej strony, w której była raz, dawno temu z rodzicami na wakacjach, jawi się jako raj na ziemi. Bo nigdzie nie jest piękniej niż na plażach w Antalii, bo nic tak wybornie nie smakuje jak tureckie kebaby, żadne linie lotnicze nie są tak szybkie jak tureckie, żadna armia tak dobrze wyszkolona, nikt tak sprawnie nie kopie piłki jak chłopaki z Fenerbahce, a ziemskiego padołu nic tak świetliście nie rozjaśnia jak słońce wielkiego Erdogana.

Bo trawa jest zawsze bardziej zielona tam, gdzie nas nie ma.

Podobnie młodzi muzułmanie urodzeni i wychowani w krajach europejskich, z różnych przyczyn są często niezadowoleni, rozczarowani i sfrustrowani rzeczywistością wkoło siebie. Życiem często w zamkniętych społecznościach, poczuciem inności, brakiem perspektyw i możliwości. Często stają się wówczas religijni i bardziej podatni na manipulację i propagandę: młode pokolenia muzułmanów okazują się teraz znacznie bardziej wierzące i bardziej rygorystyczne w tej wierze niż ich rodzice, pisze Michele Tribalat, autorka książki Asymilacja: koniec francuskiego modelu (onet.pl). Taka mieszanka stanowi podatny grunt, na którym nietrudno wyhodować nienawiść i wyprodukować nowych salmanów i innych khalidów, którzy w imię nawtykanych do głowy bzdur zdolni są do niewyobrażalnych czynów.

Omar bin Laden, czwarty syn Osamy, w książce napisanej wspólnie z matką wspomina obozy szkoleniowe w Afganistanie prowadzone przez współpracowników ojca, gdzie młodzi chłopcy bezustannie byli przekonywani do tego, że Ameryka nienawidzi muzułmanów i w swoich działaniach skupia się tylko na tym, żeby ich zniszczyć. Podczas specjalnych seansów filmowych urządzanych w Kandaharze – pisze Omar – pokazywano nagrania, na których izraelskie czołgi (za namową Ameryki) niszczą palestyńskie domy, izraelscy żołnierze z satysfakcją chodzą po ciałach palestyńskich kobiet, brutalnie kopią młodych chłopców i strzelają do dzieci (…) Po każdym takim pokazie młodzi bojownicy kipieli wściekłością i byli gotowi na wszystko (s. 287).

Zamachowiec z Manchester, który, jak się okazuje, na trzy dni przed zamachem powrócił z Libii, także był pewnie wściekły i gotowy na wszystko. Więc nie można takich jak on do żadnej Muzułmanii wysyłać. Mało tego, nie wolno nam ich to tej Muzułmanii puszczać.

Źródła:

http://www.telegraph.co.uk/news/2017/05/24/everything-know-salman-abedi-named-manchester-suicide-bomber/

http://www.telegraph.co.uk/news/2017/03/24/khalid-masood-everything-know-london-attacker/

http://wiadomosci.onet.pl/swiat/kryzys-asymilacji-imigrantow-z-krajow-muzulmanskich/0xdtw

Sasson, J., bin Laden, N, & bin Laden, O. (2009). Musiałam odejść.  Znak, str. 287

Zdjęcie: http://wiadomosci.wp.pl/ariana-grande-komentuje-tragiczny-koncert-6125625891481217a

Advertisements