Ładna, 12-letnia dziewczynka siada na krześle w dziecięcym pokoju. Na półkach mnóstwo książek, kosze pełne klocków, pluszaków i innych zabawek. Basia omiata to wszystko obojętnym spojrzeniem i wpatruje się w monitor swojego smartfona, coś tam pisze, potem znowu wgapia się w ekran. Zapraszam ją do drugiego pokoju, gdzie w dużym terrarium mieszka kameleon. Basia jeszcze takiego nie widziała, więc zaciekawiona odrywa się na chwilę od komórki. Ogląda zwierzę przez 10 sekund i szybko sięga po smarftona, żeby przez kolejne 2 minuty robić mu zdjęcia. Po czym wraca do pierwszego pokoju z oczami bezustannie wbitymi w smartfona. Do pokoju wpada mój 6-letni syn, ucieszony wizytą gościa młodszego niż 40 i próbuje zaprosić Basię do zabawy. Wyciąga więc wszystkie zabawki po kolei. A może klocki? Kolejka? Samochodzik? Miś? Basia prawie w ogóle nie podnosi oczu znad telefonu, całkowicie go lekceważąc. W końcu synek przynosi jej duży wiatraczek o różnokolorowych skrzydłach, na każdym jest także mała, błyszcząca dioda. Fajny, elektroniczny gadżet. – Basia, chcesz się pobawić wiatraczkiem? – pyta chłopczyk. I w końcu Basia podnosi oczy znad telefonu, spogląda najpierw na niego, potem na wiatraczek nie dłużej niż trzy sekundy i pyta rzeczowo: – A na ch…j mi ten wiatraczek? I szybko wraca do rzeczywistości rozgrywającej się na ekranie.

Bo Basia, podobnie jak tysiące dzieci i młodych osób urodzonych po 1980 roku należy do pokolenia N (net), zwanego także cyfrowymi tubylcami (Prensky, 2001). To pokolenie ludzi, którzy urodzili się i wychowali/-ują w świecie nowoczesnych technologii, wśród wszechobecnych komputerów, Internetu, smartfonów, cyfrowych odtwarzaczy dźwięku i innego sprzętu, którzy nie znają innej rzeczywistości. Takiej rzeczywistości, którą znamy my, pokolenie 30/40/50+, zwane dla odmiany cyfrowymi imigrantami (Prensky, 2001). To ludzie, którzy owszem, korzystają z nowoczesnych technologii, czasem się nimi fascynują, nie jest to jednak ich świat i nigdy nie będą się czuć w stu procentach swobodnie, jak Polak który wyjechał do Stanów, i choć po kilku latach dobrze mówi po angielsku, nigdy w pełni nie wyzbędzie się akcentu i zawsze łatwiej mu będzie śpiewać Jeszcze Polska nie zginęła niż hymn amerykański. Cyfrowy imigrant owszem, pisze dokumenty na komputerze, ale żeby nanieść poprawki, drukuje lub każe sobie  (bardziej wyraźny akcent) wydrukować dokument, bo woli czytać wersję papierową (Prensky, 2001). Jeśli znajdzie coś ciekawego w Internecie, bo przecież oczywiście z niego korzysta, zwołuje kolegów/rodzinę przed ekran, żeby się z nimi podzielić (zamiast zwyczajnie wysłać linka). A kiedy wysyła e-maila, po chwili dzwoni, żeby upewnić się, czy odbiorca pocztę otrzymał. Takie myślenie jest zupełnie obce cyfrowym tubylcom. Dla nich wszystko musi być teraz, natychmiast, od razu. Nic nie drukują, papier dla nich to przeżytek. Nawet książki, jeśli czytają, to w wersji elektronicznej. Edytują wszystko na komputerach, częściej na ekranach smartfonów. Nie dzwonią pytając, czy ktoś dostał mejla, rzadko bowiem wysyłają mejle, korzystają z czatów, komunikatorów, facebooków, twitterów, snapchatów i innych aplikacji, których mój umysł cyfrowego imigranta 40+ totalnie już nie pojmuje. Przedkładają grafikę nad tekst. Najlepiej funkcjonują połączeni w sieci. Wolą realizm gier od poważnej rzeczywistości. Myślą równolegle i działają wielozadaniowo.

Rodzice i nauczyciele często nie wierzą, że dzieci potrafią się uczyć przed ekranem telefonu albo z włączoną muzyką, albo, co gorsza, z telefonem i muzyką. Bo sami tak nie robili. Bo to dla nich nie do pojęcia. Bo ich, czyli nasz świat był wolniejszy, wszystko działo się krok po kroku i było na serio, i należało skończyć jedną czynność przed rozpoczęciem drugiej. A jednak dzieci potrafią się tak uczyć. Bo są inne: telefon w kieszeni towarzyszy im niemal od urodzenia, tablet od pierwszego, spacerowego wózka, muzyka z youtuba od kołyski, a biblioteki są tylko na smartfonach. Do tego sprawniej komunikują się w sieci niż w prawdziwym życiu, nie mają czasu ani cierpliwości na kończenie pojedynczych zadań, a tym bardziej wysłuchiwanie nudnych i długich poleceń. Niektórzy nawet twierdzą, że zmienił się ich mózg. A jeśli nie mózg, to na pewno schematy myślenia (Prensky, 2001).

A skoro tak, to nie ma sensu z tym walczyć. Się temu przeciwstawiać. Nie ma szans, żeby dzieci dorastające w cyfrowej rzeczywistości przestawiły się z powrotem na nasz tok myślenia, sposób funkcjonowania w rzeczywistości sprzed ery komputerowo-smartfonowej. Mało istotne, jak bardzo byśmy tego chcieli. Możemy zabraniać używania komórek w szkole, możemy ograniczać czas na telefonach w domu, to niczego nie zmieni. Co z tego, że zabiorę czasem nastoletniej córce telefon i każę jej się uczyć? Po chwili i tak telefon ląduje na jej biurku, a ja czuję się jak niekonsekwentny głupek, bo przecież córka musi sprawdzić plan lekcji na jutro (na komórce), bo musi napisać referat z historii (a jak to zrobić bez smartfona, skoro pan podał linki do przedmiotowych stron?), przepisać zeszyt z religii (a koleżanka przesłała zdjęcia brakujących tematów na komórce) i nauczyć się śpiewać Bogurodzicę, a skąd wziąć melodię, jeśli nie z youtuba (na telefonie, rzecz jasna)? Mądrzy dorośli imigranci – pisał Marc Prensky – akceptują, że nie rozumieją tego nowego świata i wykorzystują swoje dzieci, żeby się czegoś nauczyć. A ci mniej mądrzy (i mniej elastyczni) spędzają większość czasu wspominając, jakie piękne życie było bez komórek, kiedy dzieci bawiły się na trzepaku, a ludzie potrafili ze sobą rozmawiać (2001).

Więc kiedy do domu wraca moja córka i siada koło Basi ze swoim telefonem, przyglądam im się tylko. Po chwili śmieją się, poszturchują, wskazują coś na ekranach swoich smartfonów, nawet, co prawda zdawkowo, rozmawiają. Czy mi się to podoba? Nie bardzo. Ale z drugiej strony nie ingeruję. Idę się pobawić z młodszym dzieckiem, którego jeszcze nie wchłonął cyfrowy świat.

Prensky, M. (2001). Digital Natives. Digital Immigrants. http://www.marcprensky.com/writing/Prensky%20-%20Digital%20Natives,%20Digital%20Immigrants%20-%20Part1.pdf

Rysunek: Jacek Zygmunt

Advertisements